Blog piszę ja — Paweł Kolasa. Ale bez rodziny byłby tylko notatnikiem pustych refleksji. Poznajcie tych, o których tu czytacie.
Paweł (47)
Mąż Natalii, ojciec Kuby i Zosi, właściciel kota Alberta i psa Freda. Senior Product Manager w międzynarodowej firmie IT — z wykształcenia informatyk (Politechnika Śląska, rocznik 2002). Mieszkam w Katowicach, w dzielnicy Ligota, w małym domu z jeszcze mniejszym ogrodem. Od dziecka zapalony narciarz, od 2024 — zarażony przez syna — również amator kalisteniki. Uczę się hiszpańskiego, bo obiecałem sobie, że dam dzieciom przykład uczenia się czegoś nowego w dorosłym wieku. Blog piszę od maja 2022, ponieważ potrzebowałem miejsca, gdzie mogę porządkować własne myśli — a przy okazji może komuś coś z nich zostanie.
Kim nie jestem: psychologiem, pedagogiem, trenerem, coachem. Jestem tatą, który ma własne zdanie, popełnia błędy, przyznaje się do nich, i dzieli się tym, co u nas sprawdza się (albo nie).
Natalia (45)
Moja żona od 2006. Nauczycielka matematyki w katowickim liceum. To ona trzyma nerwy, gdy ja się nakręcam. Jej zasługą są „zasady gry” w naszych kłótniach — bez nich ten dom byłby dziesięć razy głośniejszy. Joga dwa razy w tygodniu, niedzielne pieczenie chleba na zakwasie, ogród (to jej rewir — nie mieszam się). Sceptyczka z zawodu i z charakteru, ale kiedy już do czegoś się przekona, wchodzi całym sercem. Tak było z Albertem — była przeciw, dziś nie wyobraża sobie wieczoru bez jego mruczenia.
Kuba (19)
Nasz pierworodny. W 2022 miał 15 lat, gdy oznajmił mi, że chce zacząć kalistenikę — byłem sceptyczny, nie wiedziałem nawet, co to słowo znaczy. Dziś ma 19, przerósł mnie o cztery centymetry, studiuje informatykę na Politechnice Śląskiej i ciągle jeździ wszędzie rowerem, nawet zimą. Kalistenika przeszła w crossfit, programowanie — z hobby w kierunek życia. Człowiek, który nauczył mnie, że nastolatek może zaskoczyć rodzica konsekwencją bardziej niż ten rodzic tego nastolatka.
Zosia (17)
Nasza młodsza. W 2019, gdy miała 10 lat, odmówiła mi w wypożyczalni sprzętu narciarskiego — chciała snowboard, nie narty. Przełknąłem dumę, kupiłem deskę. Dziś ma za sobą siedem sezonów, jest w trzeciej klasie liceum (profil bio-chem — zastanawia się między weterynarią a fizjoterapią), trenuje crossfit w grupie młodzieżowej i brzdąka na gitarze akordy przy ogniskach. Pierwsza do odparowania tatę, czuła wobec Alberta, kochana w swojej uporczywości.
Albert
Czarno-biały kot w „smokingu” — biały pyszczek, białe łapki, zielone oczy. Adoptowaliśmy go we wrześniu 2024 ze schroniska w Katowicach, miał wtedy około roku. Spokojny śpioch, nie drapie mebli, nie szaleje po domu. Wybrał sobie na sypialnię mały dywanik obok naszego łóżka. Imię wybrała Zosia — na cześć Einsteina. Katalizator rodzinnych wieczorów w salonie.
Fred
Mieszaniec beagle × jamnik, rudo-biały, średniej wielkości, w rodzinie od 2018. Wyprowadzają go Kuba i Zosia — to jeden z obowiązków w ramach naszego systemu kieszonkowego. Nie przepada za Albertem, ale się pogodzili. Koty domu — nomen omen — rządzą.
Dom
Dom jednorodzinny z lat 90., nie największy, za to z jabłonią w ogrodzie. Salon z kominkiem, na który patrzymy wieczorami. Mój gabinet na poddaszu, sypialnie dzieci, jeden „pokój Alberta” (teoretycznie — w praktyce kot mieszka wszędzie). Skoda Kodiaq w garażu — nie jesteśmy samochodziarzami, ale na narty musimy się zmieścić z deskami.
Tyle. Wiem, że to nieco więcej niż standardowe „O mnie”, ale uznałem, że jeśli mają Państwo czytać o Kubie, Zosi i Natalii — warto, żebyście wiedzieli, o kim mówię.